Jak czytamy własne materiały i gdzie stawiamy granice
Zbieramy dowody rzetelności w sposób, który da się zweryfikować. Poniżej wyjaśniamy, co oznaczają nasze sformułowania, skąd pochodzą dane i czego świadomie nie publikujemy. Te ustalenia dotyczą każdej analizy, notatki legislacyjnej i tekstu o e-usługach, który pojawia się w serwisie.
Za źródło uznajemy wyłącznie dokument lub wypowiedź, do której można wrócić
Projekt ustawy, uzasadnienie, komunikat urzędu, wyrok albo zapis z posiedzenia komisji. Jeśli materiał istnieje tylko jako wzmianka w innym tekście, oznaczamy to wprost i nie przypisujemy mu rangi dowodu.
Cytat zachowuje brzmienie, parafraza podlega sprawdzeniu przez drugą osobę w redakcji
Nie skracamy wypowiedzi w sposób zmieniający sens. Przy tłumaczeniu z dokumentów obcojęzycznych podajemy odniesienie do oryginału, żeby czytelnik mógł porównać sformułowania.
Nie podajemy liczb, których nie możemy pokazać w kontekście
Dotyczy to zwłaszcza statystyk incydentów, wskaźników wdrożeń i wyników audytów. Jeśli urząd publikuje dane zbiorczo, opisujemy metodę zbierania i okres, którego dotyczą, zamiast wyciągać wnioski z pojedynczego odczytu.
Opis faktu, ocena i prognoza to trzy osobne warstwy tekstu
Czytelnik powinien widzieć, gdzie kończy się zapis przepisu, a zaczyna nasza interpretacja. Przy sporach wokół polityki technologicznej przedstawiamy stanowiska stron, także wtedy, gdy nie zgadzamy się z argumentacją.
Tekst o zmieniających się przepisach nosi datę ostatniej weryfikacji
Nowelizacje, okresy przejściowe i wytyczne organów nadzorczych zmieniają obraz w ciągu tygodni. Gdy poprawiamy materiał, dopisujemy, co dokładnie się zmieniło, zamiast po cichu podmieniać treść.
Nie udajemy, że prowadziliśmy wdrożenie, którego nie prowadziliśmy
Nasza praca opiera się na dokumentach, rozmowach i obserwacji praktyki urzędów. Tam, gdzie brakuje nam dostępu do danych, mówimy o tym otwarcie i wskazujemy, jakie materiały pozwoliłyby domknąć temat.